wtorek, 16 marca 2010

Noor Islamic Bank

Myslalem ze w Polsce system bankowy pozostawia wiele do zyczenia i nigdzie nie moze byc gorzej. A jednak okazuje sie ze moze. Jazda jaka mialem tutaj z bankiem przeszla moje najsmielsze oczekiwania. Noor Islamic Bank - najbardziej niekompetentna instytucja z jaka sie tu spotkalem. Sprzedalem samochod ich klientowi. Gosc jezdzil samochodem a ja czekalem prawie 2 tygodnie na kase. Mialem ujrzec czek tego samego dnia...no i czekalem dwa tygodnie. Dziesiatki telefonow, kazemu od nowa wszystko tlumaczyc (bo infolinia), krzyki grozby, nic nie pomagalo. Kasia wyladowala swoj gniew na Pani w okienku. Nie byloby w tym nic zlego ale byla to muzulmanka w burce. Przez chwile bylo nieprzyjemnie bo myslalem, ze nas moga za to zapuszkowac, ale nie bylo zle. Wczoraj w koncu udalo sie wydobyc od nich czek. Radosci nie bylo konca.

Ostatnie tygodnie tutaj daja mi w kosc. I zamiast cieszyc sie pogoda i ostatnimi chwilami tuta,j mamy non stop stresy.

Wysiadam.

A trzeba wrocic jeszcze do Polski. Beda swieta, trzeba kupic samochod, zalatwic mnostwo papierkow, ktore na nas czekaja, spakowac sie do Niemiec i ruszac dalej...

niedziela, 7 lutego 2010

Madinat

Brunch - czyli legenda i czesc dubajskiego stylu zycia

Brunch to zorganizowany w weekendy okolo godziny 12.00 posilek polaczony z konsumpcja alkoholu. Placi sie przy wejsciu, jedna, z gory ustalona cene. W cenie mamy jedzenie i alkohol w ilosciach nieograniczonych. To bardzo popularna forma spedzania wolnego czasu i umilania sobie zycia na obczyznie, w samym sercu arabskiego swiata. Zwykle trwa okolo czterech godzin, po ktorych nastepuje koniec promocji i za alkohol trzeba normalnie (czytaj: drogo) placic. Ale po czterech godzinach nieumiarkowanego picia i tak zostaja tylko najwieksi twardziele. Niektore brunchowe miejsca sa juz legendarne. Zwlaszcza te w starszych dzielnicach.
Nie wiem skad sie wziela tutaj ta tradycja, bo z tego co sie orientowalem to wymysl tutejszy. Zakladam, ze byli to znudzeni Brytyjczycy w latach ubieglych, gdy Dubaj nie byl jeszcze "glamour & sassy" a oferowal niewiele wiecej rozrywek niz Sompolno.

Tymczasem z Kasia sprobujemy sie zmierzyc z legenda podczas najblizszego weekendu.

wtorek, 2 lutego 2010

Brak telewizji

Przez ostatnie dwa lata nie ogladam telewizji. Pewnie dlatego, ze jej nie mam. Znaczy sie mam, ale jedyny kanal ktory od czasu do czasu obejrze to BBC. Jakosc mojego czasu w domu sie polepszyla. Mam wiecej czasu na inne rzeczy. Ksiazki na przyklad. Przez podstawowke przeczytalem ich tysiace. Glownie historyczne i podroznicze. Przez nastepne kilkanascie lat czytalem tylko kilka i tego najbardziej zaluje. Dopiero gdy znow zaczalem czytac, przypomnialem sobie jakie to odprezajace zajecie. A telewizja, gdy ja ogladam mecze sie coraz bardziej. Skakanie po kanalach mnie juz nie bawi. Komedie mnie juz nie smiesza, seriale nie interesuja, wiadomosci klamia, a programy publicystyczne sie schowaly. Telewizja nie ma mi juz nic do zaoferowania. Przynajmniej do czasu, az mi sie znudza ksiazki :)

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Rimbaud ma racje

W rodzinie kazdy pyta - Kiedy wracacie do Polski? Zycza nam podczas rodiznnych uroczystosci abysmy wreszcie znalezli swoje miejsce. Rzecz w tym, ze jestesmy dokladnie tam gdzie chcemy byc. Naszym "miejscem" jest brak miejsca. Mamy te niecodzienna mozliwosc zwiedzania swiata przy okazji pracy. Jest jeszcze tyle miejsc do odwiedzenia, a statystycznie rzecz biorac pozostalo nam jeszcze tylko 40-kilka lat zycia. Rimbaud mawial, ze "pozostanie w tym samym miejscu przez dlugi czas jest dla mnie nieszczesciem".
I ja sie z tym zgadzam.

Cytatu uzyl Kapuscinski w swoich Lapidariach, przez ktore obecnie brne. Swietna lektura na dlugi czas, po kazdej stronie odrywam sie i mysle o tym co napisal. Lubie ja, bo zmusza mnie do wysilku umyslowego.

czwartek, 21 stycznia 2010

Czas na zmiany

Po dwoch latach spedzonych w Emiratach czas na zmiany. Bylo dobrze, nawet bardzo dobrze. Komfortowo, bezpiecznie, slonecznie. Gabrysia, Kasia i Ja bedziemy mieli niezapomniane wrazenia i doswiadczenia. Udalo mi sie kilka rzeczy tutaj dokonac, na inne nie starczylo czasu. Zostalismy tutaj rozpieszczeni i bedzie trudno z niektorych rzeczy zrezygnowac, ale decyzja zostala podjeta i trzeba sie zmierzyc z jej konsekwencjami.
Przenosimy sie do Niemiec. Nowa firma, nowy kraj i bariera jezykowa, ktora trzeba bedzie pokonac. Zycie zaskakuje. Pamietam jak bronilem sie przed nauka jezyka niemieckiego, myslalem, ze to ostatnia rzecz jaka mi sie w zyciu przyda. No i jak to zwykle w takich przypadkach bywa "Prawo Murphy'ego" zadzialalo bezblednie.
Pozostaje nam jak najlepiej wykozystac czas ktory nam pozostal w Dubaju. Osiem tygodni to wcale nie tak duzo.